1 maj 2015

22. Kocie i psie ślepia




Tego poranka wszystkimi wstrząsnęła wiadomość o śmierci legendarnego aurora, zaginionego przed kilkoma miesiącami Williama O’Connora. Prorok Codzienny podawał oficjalne informacje o domniemanym samobójstwie, jednak autorka artykułu, Margery Fenwick, odważyła się też na publiczne podzielenie się wątpliwościami co do tezy podawanej przez pracowników Ministerstwa Magii. Blanka w pełni się z nią zgadzała. I bez sceptycznie nastawionej dziennikarki, nie dałaby wiary w samobójstwo O’Connora. Pamiętała go z opowiadań matki, z tego, z jakim zachwytem Jane opowiadała o jego zaciętości i zdolnościach. Historie o nim były jak baśnie o dobrym bohaterze na dobranoc. Zaginął w grudniu podczas podróży, a jego żona w tym czasie postradała zmysły i trafiła do Świętego Munga. I jeśli wszystkie ślady przy odnalezionym ciele starego aurora wskazywały na samobójstwo, to były to fałszywe ślady, Blanka była tego niemal pewna. Wiadomości podawane w prasie już od pewnego czasu nie wróżyły niczego dobrego, ale jeszcze gorszą wróżbę niosło ze sobą wszystko to, o czym Prorok milczał, tego też była pewna. Dużo dyskutowała o tym z Matt’em i oboje byli podobnego zdania. Nie chcieli być złymi prorokami we własnym mieście, ale coraz bardziej niepokoiła ich absurdalność publikowanych artykułów, jak i brak informacji na temat tego, co działo się po drugiej stronie oceanu. Blanka dostawała niewiele wiadomości od matki, ale każda kolejna przychodziła coraz rzadziej i brzmiała coraz poważniej od poprzedniej.
Powoli szła na zajęcia, starając się poukładać myśli.
Martwiła się. Naprawdę się martwiła.
Do tego szkolenie też postanowiło spędzić jej sen z powiek. Zostało już tylko kilka spotkań i sprawa ostatecznie miała się rozstrzygnąć, a ona wciąż nie osiągnęła satysfakcjonujących ją rezultatów. Wątpliwości przygniatały jej ramiona od dłuższego czasu. Co, jeśli faktycznie się do tego nie nadawała? Jeśli była za słaba? John radził sobie chyba najlepiej z całej grupy, ale to nie miało znaczenia – nie odzywała się do niego od jego bójki z Syriuszem. Tak samo, jak nie odzywała się do samego Syriusza i Amelii. Łapa, owszem, starał się od czasu do czasu nawiązać z nią kontakt w jakiejś błahej sprawie, jak gdyby nigdy nic, pewnie dla zachowania pozorów, choć było wtedy słychać w jego głosie zdystansowanie. Chyba sam był na nią wielce obrażony. Odpowiadała mu, ale oszczędnie gospodarowała słowami, na co dzień unikając go, jak to tylko możliwe. Nie miała ochoty z nim rozmawiać, ani na niego nawet patrzeć (zresztą coś jej mówiło, że z wzajemnością). Była wściekła na obu chłopaków za ich idiotyczną bójkę i strasznie się do nich zniechęciła. Konflikty z Emmilliasem, Blackiem i Amelią do tego stopnia skaziły powietrze, że czasem nawet towarzystwo Tatiany i Matt’a, z którymi od zawsze żyła w zgodzie i przyjaźni, grało jej na nerwach. Wcale tego nie chciała, wręcz była na siebie o to zła, ale to nie zmieniało faktu, że ostatnio znacznie lepiej czuła się siedząc w samotności niż z przyjaciółmi. Nie miała ochoty zwierzać się z tego, co u niej, ba!, z części wręcz nie mogła, a nigdy nie lubiła też bezsensownej paplaniny. Lepiej było pomilczeć.
Gdyby minęła jeszcze jeden zakręt, znalazłaby się pod salą do starożytnych runów, gdzie czekała pewnie już większość grupy, ale zamiast tego, przysiadła sama, jakby w ukryciu, na marmurowym parapecie, skąd dobiegały ją głosy Matta i jego przyjaciół. Niewiele osób zdecydowało się na podjęcie starożytnych runów na trzecim roku, a jeszcze mniej mogło go kontynuować po SUMach, jednak zdecydowaną większość stanowili Krukoni. Z Gryfonów pozostała tylko ona i Remus.
Jak gdyby wywołany jej myślami, na korytarzu pojawił się Lupin. Uśmiechnął się na jej widok. Co prawda nie odpowiedziała mu tym samym, ale z uwagą obserwowała, jak idzie w jej stronę. Z grupy wszystkich osób, z którymi nie miała ochoty się widzieć, Remus zręcznie się wyłamywał. Remus był neutralny. Nienachalny w swojej obecności. W przeciwieństwie do innych nie paplał. Wiedział, kiedy nie było potrzeby się odzywać. Był osobą, z którą tak dobrze się rozmawiało, jak i milczało.
Spojrzał pytająco na Blankę, wskazując wolne miejsce obok i dosiadł się do niej, kiedy tylko kiwnęła zachęcająco głową. Usiadł i… nawet na nią nie patrzył. Nie męczył jej znaczącymi, badawczymi spojrzeniami i nie robił wywiadu. Po prostu siedział obok, lekko zgarbiony i jak zawsze blady, uśmiechając się pod nosem do swoich myśli. A mimo to, że nie szukał kontaktu innego niż samej, najzwyczajniejszej w świecie obecności, nie zaglądał głęboko w oczy i mimo że nie stawiał podchwytliwych pytań, Blanka i tak miała wrażenie, że chłopak zna każdą jej myśl. Że doskonale rozumie, jak się czuje, choć nie wie, co ją gryzie. Może potrafił się wiele domyśleć, a może po prostu miał dar wzbudzania w innych poczucia zrozumienia. Biła od niego taka swoboda i empatia, jakiej jej zawsze brakowało. Mogłaby mu położyć teraz głowę na ramieniu, westchnąć sobie głęboko i nie czuć się przy tym kompletnie skrępowaną, choć zazwyczaj paraliżowało ją zwykłe złapanie za rękę.
Zza zakrętu dobiegło ich skrzypienie drzwi i szuranie, z czego wywnioskowali, że sala została otwarta i zajęcia zaraz się zaczną. Zeskoczyli jednocześnie z parapetu, uśmiechając się do siebie porozumiewawczo. Ich spojrzenia skrzyżowały się zaledwie na sekundę. Hewson odwróciła się, by poprawić zapięcie torby, kiedy Remus położył jej dłoń na ramieniu.
Drgnęła.
–  Blanka, spójrz na mnie – powiedział jakimś dziwnym tonem.
No nie.
Nawet w myślach nie można nikogo chwalić, bo zaraz zrobi na przekór.
Uniosła na niego swoje zielone oczy, nieco zdziwiona. Patrzył w nie chwile, po czym powiedział, jakby nieco skonsternowany:
–  Chyba mi się coś przewidziało. Wiesz… przez moment miałem wrażenie, że masz kocie źrenice.
–  Kocie źrenice? – zaśmiała się, choć nie miała odwagi drugi raz spojrzeć mu w oczy.
Wcale nie było jej do śmiechu. Serce podeszło jej do gardła i miała spore wątpliwości, czy jej głos zabrzmiał tak naturalnie i swobodnie, jak powinien. Na szkoleniach dużo mówili na temat skutków ubocznych i niekontrolowanych pół-przemian, ale miała nadzieję, że skoro tak długo udało jej się wytrzymać, nic jej już nie grozi.
Weszła do klasy z opuszczoną głową, patrząc pod nogi. Kiedy rozsiedli się w ławkach, ukradkiem przetransmutowała niewerbalnie szkiełko swojego zegarka w lusterko. Zajrzała weń od niechcenia, niby sprawdzając godzinę. Wszystko wydawało się w porządku, ale czuła, że coś nie gra. Przesunęła nadgarstek tak, by padały na niego promienie słoneczne zaglądające przez przykurzone ozdobne okna. Skierowała odbity strumień światła prosto w swoje oko. Źrenica zwęziła się… ale nie tak, jak powinna. Pośrodku zielonej tęczówki widniała czarna pionowa łezka. Zupełnie jak u kota.
Zaschło jej w ustach.
Sprawdziła ukradkiem drugie oko i efekt był ten sam. Do końca zajęć udawała zbyt zajętą rozczytywaniem runów, by rozglądać się po klasie i uczniach. Natomiast równo z dzwonkiem pobiegła prosto do profesor McGonagall, po drodze nie ośmielając się podnosić na nikogo kociego spojrzenia.

***

Lily z Krukonką Septimą skończyły numerologię i szły razem na przerwę obiadową do Wielkiej Sali. Obie psioczyły na ilość zadanej pracy domowej, kiedy dostrzegły schodzących do Sali wejściowej Gryfonów powracających z wróżbiarstwa. Zatrzymały się, czekając przy schodach na rówieśników. Przystanęli wszyscy razem przed wejściem do jadalni.
Huncwoci jak zwykle kpili z Estery Baloney, nauczycielki wróżbiarstwa, przywodzącej na myśl sępa. Amelia była oburzona ich żartami. Często mówiła Lily, że naprawdę polubiła Esterę, która starała się im pokazać najróżniejsze metody przepowiadania przyszłości. Czasem nawet próbowała namówić Evans, by ta jeszcze zdecydowała się na naukę wróżbiarstwa, prefekt zbywała jednak jej argumenty nauką numerologii, która bądź co bądź, stanowiła całkiem podobną gałąź wiedzy magicznej.
James zaczął opowiadać, jakie idiotyczne wizje przychodziły mu do głowy, patrząc w czarodziejską kulę. Lily, ku swojemu zażenowaniu, nie potrafiła się oprzeć chęci zaśmiania się z jego głupich żartów. Miał tak barwny sposób opowiadania i przy tym tak komiczny akcent, że nie mogła, po prostu nie mogła, się nie roześmiać. Zawstydzona przeniosła wzrok na Remusa. Już miała zagadać go o spotkanie prefektów, kiedy ich uszy przeszył zgrzyt starych zawiasów trzymających wrota, a do Sali Wejściowej wpadło chłodne powietrze.
Syriusz, stojący naprzeciw Lily, przodem do wejścia do zamku, wydał z siebie dźwięk, jakby go ktoś nieoczekiwanie grzmotnął w plecy. Z zastygłą twarzą wpatrywał się w coś za jej plecami. Zaciekawiona obejrzała się za siebie, podążając za jego spojrzeniem. Padło ono na kobietę, której Filch właśnie otworzył wielkie drzwi wejściowe. Pierwsze słowo, które przyszło Lily na myśl, patrząc na nowoprzybyłą to „dziwna”. Nie brzydka, ładna, gruba czy chuda. Dziwna. Była osobą przeciętnego wzrostu o zwyczajnej sylwetce, ale poza tym wszystko w niej było tak nietypowe, jak tylko można to sobie wyobrazić. Przycięte krótko i ulizane, układające się przy tym w idealne fale włosy miały kolor bieli. Nie blondu czy siwizny, ale bieli. Proste czarne, wydatne, acz wciąż eleganckie brwi biegły od nosa unosząc się skosem w stronę skroni, co nadawało jej drobnej twarzy groźnego wyglądu. Podbródek, choć niewielki, był wyraźnie zarysowany, jakby nieco szpiczasty. Następnie wzrok Lily przykuły usta nieznajomej – kształtne, ale drobne wargi pomalowane były na bardzo ciemny bordowy kolor, a może nawet czarny, trudno było jej ocenić z daleka. Ale nawet z tej odległości widziała wyraźnie głębokie i czarne jak noc, wręcz niespotykane u białych ludzi oczy.
A oczy te patrzyły na Syriusza.
Smolista czerń kontra stal, tuż ponad ramieniem Lily.
Niesamowita – to było kolejne słowo, które przyszło jej do głowy.
Szła dostojnym krokiem przez Salę Wejściową, odziana w przepiękne burgundowo-czarne szaty i ani na moment nie przerwała kontaktu wzrokowego z Syriuszem, aż do chwili gdy minęła ich grupkę i ruszyła po schodach na górę, pokazując im plecy.
Kobieta w swojej gracji i w indywidualności wyglądu, żeby nie powiedzieć w pewnym sensie wręcz brzydocie, była piękna na swój niepowtarzalny sposób. I przez tych kilka sekund całkowicie zelektryzowała powietrze w Sali Wejściowej.
Syriusz odprowadzał spojrzeniem nieznajomą, a gdy była już na samej górze schodów i gdy miała zniknąć za zakrętem, obejrzała się przez ramię i posłała mu cyniczny uśmiech.
–  Kto to był? – Lily nawet nie próbowała ukryć zachwytu w głosie.
–  Tooo… – zaczął przeciągle, jakby zapomniał, jak płynnie składać zdania – cóż, moja narzeczona.
Lily i Amelia zachichotały cicho z głupiego żartu. Doprawdy, cały Syriusz. Ambitnie wyznaczał sobie cele. Ale, ku ich zdziwieniu, chłopcy spojrzeli na niego poważnie.
–  To naprawdę była ona? – zapytał Peter.
Skinął głową.
–  Seriooo, Syriusz? – parsknął śmiechem James.  – Nie dobiłeś najlepszego targu. Wyrzekłeś się i dziedzictwa Blacków, i takiej kobiety, że... – urwał, robiąc minę pełną podziwu.
Syriusz, jakby odruchowo zerknął jeszcze przez ramię na schody, gdzie ostatni raz widział tę dziwną kobietę, której Lily nie znała, ale najwyraźniej chłopcy wiedzieli o niej więcej niż by się tego spodziewała.
–  Jeszcze nic straconego – zaśmiał się Black i ruszył w stronę Wielkiej Sali.

***

Zhija Kalou Atsu leżała wygodnie w dormitorium Puchonów, całkowiecie wtulona w Chaytona. Gładziła delikatnie palcem wskazującym jego szeroką, ciężką szczękę, szyję i jabłko Adama. Na łóżkach naprzeciw bliźniacy brzdąkali na swoich mugolskich gitarach, komponując kolejny nowy utwór. Tego dnia szło im wyjątkowo topornie, jednak Zhija tak czy siak lubiła ich słuchać. Po kolejnym spięciu Emmilliasów, młodszy o pięć minut John, z poirytowaniem oznajmił, że idzie się przewietrzyć i opuścił ich, trzaskając okrągłymi drzwiczkami.
Tony zaklął pod nosem.
–  Nienawidzę tej Hewson – mruknął, odkładając na bok gitarę i wyciągając się na łóżku. – Ten idiota jest kompletnie nie do życia, a po niej jakoś nie widać, żeby się choć trochę przejmowała.
–  Rozmawiałam z nią dzisiaj krótką chwilę i faktycznie wydawała się być raczej wkurzona niż zmartwiona.
–  Szczerze? – zagadnął Chayton, całując Zhiję po szyi. – Nie mam pojęcia, co on w niej widzi.
–  Długie nogi – zaśmiał się Tony.
–  A gęby jak u babochłopa to już nie dostrzega?
Zhija skrzywiła się. Nie lubiła, kiedy jej chłopak tak łatwo oceniał czyjś wygląd. Sama czuła się niezbyt urodziwą osobą i dziwnie krępowało ją, gdy Chayton w tak bezpośredni i krytyczny sposób wyrażał się o innych. Co wobec tego musiał sądzić o niej?
–  Bez przesady – mruknęła, zwalczając całusy Chay’a. – Ma bardzo ładne oczy. Takie…
–  No, takie wredne. – zironizował i przygniótł ją swoim ciężarem. – Możemy przestać o niej mówić?
Łaskotały ją jego długie indiańskie włosy spływające miękko wprost na jej twarz. Były przepiękne, aksamitne, proste i tak czarne, że aż granatowe. Wiele by za takie oddała. Zamiast tego natura obdarzyła ją upierdliwym afro, którego nie sposób było okiełznać i które goliła do zera na znak protestu. Zanurzyła w czuprynie Chaytona dłonie, przyjmując jego pocałunki. Stęknęła cicho, kiedy zaczął masować jej uda. Jego usta błądziły zaś po dekolcie, rozciągając bluzkę, gdy próbował się prześlizgnąć coraz niżej.
–  Ej, serio? – dobiegł ją głos Tony’ego. – Serio musicie tutaj? To nie jest wigwam, tipi ani żaden busz.
–  Możesz iść poszukać brata – oznajmił łaskawie Chay, nie odrywając się do Zhiji.
– Dzikusy z nieprzemierzonej dżungli i Krainy Stu Pięciu Mustangów z Wielkich Stepów czy pies wie czego...
–  Spieprzaj stąd, ty biała twarz!
Zhija się roześmiała, zaś Tony, nie przestając złorzeczyć im pod nosem, poszedł w ślady brata i zostawił ich sam na sam.

***

Wąchacz cicho stąpał na miękkich łapach, schodząc ostrożnie do Pokoju Wspólnego. Było już grubo po drugiej w nocy i nie spodziewał się zastać nikogo na dole, ale ostrożności nigdy za wiele. Bądź co bądź, lepiej nie przykuwać uwagi niepożądanych osób, a wielkie psisko w wieży Gryfonów mogłoby wzbudzić sensację.
Pociągnął uważnie nosem i postawił uszy. Musiał przyznać przed samym sobą, że lubił poznawać świat pod swoją animagiczną postacią, z którą tak naprawdę dopiero się oswajał. Nie mógł narzekać na słabszy wzrok, kiedy w zamian był obdarzony tak czułym węchem i słuchem. Tym razem jednak nie spodobało mu się to, co poczuł – na dole ktoś był. Wychylił ostrożnie łeb na ostatnim zawijasie spiralnych schodów i powoli postawił łapę na ostatnim stopniu. W świetle księżyca pokój wydawał się pozornie pusty, w kominku dogasał ogień. Chowając się w najgłębszym cieniu, szedł przy samej ścianie w kierunku obrazu z Grubą Damą, kiedy w końcu kątem oka zobaczył, co tak niepokoiło jego zwierzęce zmysły – na kanapie przed prawie zimnym już kominkiem ktoś leżał. Odwrócił łeb w tamtą stronę i spostrzegł śpiącą Blankę. Podszedł do niej bliżej. Miała na sobie pidżamę i gruby szlafrok, na jej piersi spoczywała ciężka książka, przytrzymywała ją jedną ręką, zaś druga ręka zwisała bezwiednie z kanapy. Postawił jeszcze dwa kroki w jej stronę i znieruchomiał, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że Blanka wcale nie śpi, ale obserwuje go uważnie swoimi kocimi oczyma.
Kiedy zacmokała do niego, podszedł raźnie i oparł łeb o kanapę, wydając z siebie psie jęknięcie. Był w tym coraz lepszy. Zrobił oczy smutnego psiaka.
Blanka trochę niepewnie podniosła rękę, jakby sprawdzając, czy jej nie kłapnie, aż w końcu pogłaskała go delikatnie po głowie.
–  Skąd się tu wziąłeś, piękny? – zapytała cicho. – Chyba nie powinno cię tu być, co?
Trącił zaczepnie nosem jej dłoń. Uśmiechnęła się i zatopiła palce w jego sierści. Pierwszy raz ktoś go głaskał, jak prawdziwego psa. To było przyjemne. Zdał sobie sprawę z tego, że merda ogonem. Jakie to dziwne…
Wyprostował się, siadając sztywno i kłapnął zębami w powietrzu, domagając się uwagi.
–  No co chcesz? Nie mam nic do jedzenia.
Popatrzył w kierunku schodów do dormitoriów dziewcząt.
– Nieee, nie idę tam na razie, wiesz? Tu mi lepiej. Posiedzę sobie tu jeszcze. – powiedziała, wyciągając do niego dłoń.
Położył na niej łapę.
Dziewczyna zaśmiała się cicho. Popatrzył na nią uważnie swoimi psimi ślepiami. Była smutna. Uśmiechała się do niego, ale była smutna. Do tej pory miewał dziwne wrażenie, że bardziej lubiła zwierzęta niż ludzi, teraz był tego pewien. Do Wąchacza, jak czasem nazywał go James, w przeciągu minuty uśmiechnęła się więcej razy niż do Syriusza przez cały ostatni tydzień. Nawet głos miała teraz o wiele łagodniejszy niż w normalnej rozmowie. No i Syriusza nigdy nie nazwałaby pięknym ani nie pogładziłaby go po włosach, prędzej by jej język zwiądł, a ręka odpadła.
Szkoda było mu ją tu zostawiać samą, ale musiał iść, czekali na niego. Złapał w zęby leżący obok koc i przyniósł go jej. Wzięła zawiniątko nieco zdezorientowana, ale kiedy ruszył z powrotem w stronę wyjścia za obrazem, usłyszał jak mówi, dałby sobie za to łapę odciąć, z nutką żalu:
–  Idziesz już?
Odwrócił się wtedy i zobaczył, że okryła się kocem. Zaszczekał do niej cicho, merdając ogonem, a potem pchnął przednimi łapami obraz i zanurzył się w ciemności zamku.



Będę niewymownie wdzięczna za Wasze opinie.

26 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Najbardziej chyba podobała mi się peirwsza część. Bianka jest bardzo, bardzo tajemniczą osobą i cioraz bardziej ją lubię. Intryguje mnie. W jaki sposób bierze udział w tych tajemniczych szkoleniach? i czemu John też, jest...eee... wiedźmą? To byłoby ciekawe, bo tak to serio jest nudny, więc trochę bym zmieniła o nim zdanie. Zasmuciło mnie nieco, że rpzez tę sprzeczkę teraz nikt się do siebie nie idzywa. ale skoro Bianka polubiła Wąchacza, to moż ei Syriuszowi uda się do niej dotrzeć. Widać, ze chłopakowi na niej zależy. Choć nie wiem, czy najmądrzejszym pomysłem jest paradowanie jako pies w PW Gryfonów xD Trochę zdziwił mnie środkowy fragment, ten z sypialni Puchonów, czyżbyś miała zamiar na dłużej wprowadzić jakichś nowych bohaterów? bo tak trochę to było oderwane. ale jeśłi Twoim celem było np.pokazanie, że Puchoni nie są nudni, to się udało. Nudny jest tylko John, haha. A Remus jak zwykle wspaniały, tak bardzo go lubię,on tak wszystko...wycisza. Świetny rozdział, bardzo dobrze napisany, długi , cud miód i malina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to jest Blanka, a nie Bianka, ale ok, to drugie imię też mi się podoba :D
      Z tymi spotkaniami to dość kłopotliwa sprawa... generalnie ten wątek wprowadziłam chyba... rany, będzie już ze cztery lata temu. Z perspektywy czasu widzę, że nie był to najbardziej fortunny pomysł. Jednak za młodu nie jest się zbyt mądrym. Ale ta sprawa tyle razy przewijała się przez tekst, że nie mam jak się z tego wycofać i w obecnej chwili jestem na etapie łagodzenia i przerabiania oficjalnego rozwiązania, żeby się to bardziej trzymało kupy niż w pierwotnym zamyśle.
      Muszą się trochę pochlać i posprzeczać, przecież nie można cały czas żyć w zgodzie, prawda? ;> Czasem porządna awantura jest zdrowa.
      Nooo, to było całkiem głupie, to szwędanie się jako pies, ale chłopcy zabrali mapę, a on musiał do nich jakoś dołączyć i najwyraźniej stwierdził, że w tej postaci łatwiej mu się będzie prześlizgnąć. Zresztą, polubił już to wcielenie. W końcu uroczy i bystry psiak topi damskie serca zdecydowanie szybciej niż jakiś przystojniaczek ;p Bedzie to jeszcze wykorzystywał, przecież mimo wszystko Syriusz uwielbia wzbudzać uwagę.
      Ci Puchoni być może będą się przewijali gdzieś w tle, raczej nie będę ich jakoś szczególnie rozwijała (chyba że w dalekiej przyszłości), ale chciałam ruszyć niektóre postacie z innej strony. John do tej pory był całkiem wyrwany z kontekstu, jedynie parę razy wspomniałam o tym, ze ma bliźniaka i młodszą siostrę. Teraz przedstawiłam jego przyjaciół i ich spojrzenie na jego związek z Blanką. Zresztą ostatnio przeczytałam starą ocenę mojego opowiadania na Szlafroku Śmierciozercy, w któym Lysia wytknęła mi, że Spotkanie traktuje jedynie o pięknych bohaterach. A Blanka absolutnie do pięknych nie należy, ewentualnie do tych dziewczyn o tzwnej "intrygującej urodzie". I chciałam ją trochę obrzydzić dzięki spojrzeniu nowego bohatera.

      Jak zwykle rozgadałam się jak głupia. Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa ;) Uratowałaś mnie, bo już popadałam w depresję ze względu na "znikome" zainteresowanie tekstem. Niby wyświetleń jest coraz więcej, ale do tej pory zero odzewu. I zapada taka niezręczna cisza, co nie?

      Usuń
    2. Tak, rozumiem, jak się kiedyś coś wymyśli i napisze, to później czasem trudno wybrnąć z tego wątku. Przepraszam za tę Biankę, a nie Blankę, głupio m trochę;p ja lubię Syriusza w każdej postaci:):) Choć mimo wszystko za długo udawać, że nie jest zwykłym psem, też nie wypada ;) zapraszam na zapiski-condawiramurs, na których włąsnie pojawiła sie nowosć

      Usuń
  2. Po pierwsze bardzo się cieszę, że wątek narzeczonej wrócił! To było wcześniej, nie? Nie przewidziało mi się? :D Szczerze mówiąc to bardzo mało z tego pamiętam, chyba muszę sobie przeczytać starsze rozdziały ;)
    No w każdym razie po drugie to dzięki Ci za Remusa - przedstawiasz go u siebie tak jak ja sobie go wyobrażam, taki spokojny, inteligentny, ale nie natarczywy.
    Ciekawe wątki tu wstawiłaś: kocie oczy, William O'Connor, narzeczona Blacka i Puchoni. Ten ostatni mnie zdziwił troszkę, ale pewnie go rozwiniesz, więc pozostaje mi tylko czekać.
    W ogóle rozdział bardzo mi się podobał, tak jak poprzedni zresztą, ale chyba zapomniałam tam napisać. No i całkiem szybko wstawiłaś ten rozdział z czego się bardzo cieszę, doceniam i życzę jeszcze więcej czasu na pisanie oraz oczywiście weny :P Ach! No i oczywiście Łapa jako pies -cudowny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, narzeczona Syriusza pojawiła się tak dawno, że podziwiam tych, którzy jeszcze ją jako tako pamiętali, szacun ;)
      Dziękuję CI za przemiłe słowa, ale na dłuższą odpowiedź mnie w tej chwili chyba nie stać, bo ten skurczybyk Kommodus zaraz zaszlachtuje Maximusa. Rany, nie będę płakać. Tym razem nie będę.

      Usuń
    2. Tzn. nie zaszlachtuje go. Co to, to nie. Nie taką zajebistość jak Maximus. Ale na jedno wyjdzie, noooooo!

      Usuń
  3. Ach, przepraszam za spóźnienie… znowu, chlip.
    Całkiem ciekawa informacja pojawia się na samym początku rozdziału, ale szkoda, że o samym zaginięciu nie wspominałaś wcześniej… W każdym razie widać, że cichcem coś kombinujesz, że jakaś intryga się kroi i zastanawiam się, czy powinnam wiązać to z Voldim, czy może raczej wymyśliłaś coś innego. Niemniej w każdym razie bardzo przyjemny wtręt.
    Szkolenie Blanki, które jest tak tajemnicze, że odbywa się poza akcją rozdziałów jest wredne. No bo ja na przykład chciałabym wiedzieć jak właściwie oni tam sobie ćwiczą, a ty nie chcesz mi powiedzieć. Swoją drogą ciekawe, że zajmują się akurat przemianami (to nie miało być czasem związane z brakiem konieczności korzystania z różdżek – czy akurat to tyczyło się samych wiedźm?). Podobała mi się scenka z Remusem, który zauważa zmianę w oku Blanki.
    Pojawienie się byłej narzeczonej Syriusza było mocne. W ogóle to ona była jakoś zła na niego, że nią wzgardził czy co? No, bo raczej nie jest w jego wieku, więc chyba nie zależy jej tak bardzo na względach jakiegoś dzieciaka, którego i tak wydziedziczono? Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że bardzo dawno temu padło imię wspomnianej narzeczonej i strzeliłabym, że chodziło o Dorcas Meadowes, ale mogłam pomylić, bo tyle już blogasków o Huncwotach czytałam, że coś kiedyś na pewno poplączę.
    Miałam powiedzieć, że scena z Puchonami jest fajna, ale powiem, że jest dziwna. Znaczy przez Chay’a, który chyba ma zamiar seksić się w pokoju wspólnym. No i czy mi się wydaje, czy Zhija goli się na łyso, bo nie lubi swoich włosów? Musi być jej strasznie zimno… No, ale pomijając te dziwny odchyły, które prezentuje ta parka, scenka całkiem fajna i pokazuje, że nie tylko ja uważam Blankę na wredasa :D.
    Ciekawe czemu Syriusz włóczył się po zamku w psiej formie… No, ale prawda taka, że faktycznie Blanka jest tysiąc razy milsza dla zwierząt niż dla ludzi. Właśnie, czemu ona złości się na Amelię?
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspominałam, parę rozdziałów temu w formie artykułów był poruszony ten wątek razem z kwestią buntowników w Gujanie. Ale to było jakiś rok temu (niech żyje moja częstotliwość publikowania), więc zrozumiała sprawa, że nie pamiętasz.
      Masakra, to szkolenie Blanki też weszło do opowiadania LATA (!) temu. Gdybym pisała to wszystko teraz albo zrezygnowałabym w ogóle z tego wątku, albo napisała go kompletnie inaczej. Ale skoro powiedziałam A, to próbuję mówić cały alfabet dalej. Jestem pewna, że zjedziesz mnie, jak sprawa się już wyjaśni :p Co do samej formy, wprowadzając te szkolenia (a byłam wtedy młoda i naiwna), liczyłam na to, że jeśli a będą jedynie wspominane bez żadnych konkretów, w komentarzach zaczniecie snuć domysły i w ogóle zbuduję dzięki temu napięcie. Nigdy więcej nie popełnię tego samego błędu. Choć faktycznie, parę teorii się pojawiło, żadna z nich jeszcze nie była prawdziwa, ale domyślam się, że tak wspominany wątek pewnie bardziej drażni niż intryguje.
      Owszem, to była Dorcas. Przypomnę całą historię z tą babą: Syriuszowa czara goryczy względem rodziców przelała się, gdy oznajmili mu, że na dniach odbędą się jego zaręczyny z Meadowes właśnie (której wcale nie znał, kojarzył jedynie z widzenia, bo była na tym samym roku z Slytherinie, co Andromeda). Łapa wtedy wku*wił się sakramencko, stwierdził, że tego wszystkiego już za wiele i uciekł z domu.
      A sama Dorcas absolutnie nie byłą na niego zła. Ona całą sytuacją jest nawet rozbawiona. Igra sobie z nim, tym spojrzeniem i uśmieszkiem. To jest niesamowicie cyniczna i pewna siebie kobieta, jeszcze mu namiesza dla zabawy w głowie. Musiałam jakoś wprowadzić Dorcas, jeśli faktycznie marzy mi się opisanie działań w Zakonie i chciałam mieć nieco bardziej oryginalną jej postać, niż w większości opowiadań, gdzie po prostu jest jedną z Gryfonek, która podkochuje się w Syriuszu. U mnie będzie wredną pizdą i manipulantką. Przy niej nawet Blanka to milasek. :D
      Nie dopytywałam się go, czy faktycznie będzie się seksił, pozostawiam to Tobie do oceny, ale dla sprostowania dodam, że rzecz się dzieje w jego dormitorium, a nie w PW. (No to chyba jednak będzie chciał się poseksić, znając jego, ale ja tam nie wnikam). Owszem, Zhija jest łysa jak kolano. Po części dlatego, że nie lubi swoich włosów, a po części dlatego, że lubi wyglądać ekscentrycznie. Oooo, właśnie o to spojrzenie na Blankę w głównej mierze mi chodziło, chwała Ci! :D
      Pisiont rozdziałów temu Blanka i Amelia pokłóciły się, gdy Bellamy za bardzo zaczęła się Blance wtryniać z nochalem do jej spraw, czyli do spotkań (o których nie wiedziała, ale odnotowała częśte zniknięcia Blanki) i do Johna.
      Syriusz genaralnie... bardzo lubi swoją animagiczną formę i myślę, ze jeszcze parę razy pojawi się w tej postaci. A próbując dostać się do chłopaków bez mapy i peleryny, najwyraźniej stwierdził, że będzie to najciekawsze rozwiązanie.
      Wielkie dzięki za poświęcenie mi chwilki ;)

      Usuń
    2. A to zwracam honor, bo zapomniałam albo nie zwróciłam uwagi.
      Hehe - niezły miałaś plan. Może i rzucałabym jakimiś teoriami, ale nie tak z powietrza, kiedy nie ma żadnych wskazówek ^^.
      A widzisz, czyli nie mam takiej złej pamięci :D.
      Właśnie po takim wejściu nie wiedziałam, co właściwie o niej sądzić. Skoro mówisz, że będzie gorsza od Blanki, chętnie zobaczę ją w akcji (i dowiem się po co zjawiła się w Hogwarcie).
      Najciekawsze tak, ale skąd pies miałby wziąć się w zamku? przecież wzbudziłby znacznie więcej zainteresowania niż taki Syriusz plączący się nawet po ciszy nocnej...

      Usuń
    3. Syriusz ma tendencję do schodzenia na psy, tak myślę. :D Wiem, że to niezbyt mądre, ale jak wiadomo, nigdy nie był zbyt rozsądny, pomimo całej swojej inteligencji. Myślę, że on z jednej strony lubi brawurę i popisy, ale z drugiej strony czasem szanuje sobie możliwość przeskrobania czegoś anonimowo. I chyba też pod psią postacią szuka trochę spokoju i odetchnienia od metki, która mu towarzyszy. Ale to tylko moje zgadywanki, trudno go poznać.
      Dorcas w moich planach będzie odgrywała tu sporą rolę, ale to bardzo dalekosiężne plany. Mam nadzieję, że dożyjemy do tego momentu w opowiadaniu :D

      Usuń
  4. Dopiero trafiłam na Twojego bloga, więc szybko skomentuję ten rozdział i biorę się za czytanie poprzednich (bo nie wszystko jest dla mnie w tej chwili jasne).
    Jestem zaintrygowana śmiercią/samobójstwem tego aurora - kto maczał w tym palce? Bardzo podoba mi się sposób, w jaki opisujesz Remusa. No i Łapa jako pies - sama lepiej dogaduję się ze zwierzętami niż z ludźmi, więc doskonale potrafię wczuć się w położenie Blanki.
    http://nocturne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Jak ja lubię historie o Harrym Potterze, bo nie ukrywajmy - spędziłam (i spędzam) z tymi książkami tak dużo czasu, że nie sposób zostawić w spokoju opowiadania, które nawiązuje do opowieści J.K.Rowling. Może powinnam mieć w głowie świadomość, że jestem za stara na takie rzeczy (20 lat), ale w sumie stwierdzam, że w jakiejś części człowiek zawsze pozostanie dzieckiem. Taka moja dywiza życiowa, a teraz do rzeczy.
    Przyznam Ci (możemy byc na "ty"?) się szczerze, że nie przeczytałam poprzednich rozdziałów, bo najzwyczajniej w świecie nie mam teraz zbytnio czasu (studia, sesja). Podoba mi się jednak sposób w jaki piszesz. Tak prosto, ale jednocześnie dajesz mi pożywkę z tego, jak tworzysz, a wiesz mi - pod tym względem mój humanistyczny instynkt wiele wymaga. Ja na pewno miałam przyjemność z czytania i fajnie, że tak długo piszesz. 22 rozdziały to nie byle co, zazdroszczę cierpliwości i wytrwałości.
    Poza tym chciałam pochwalić szablon, bo jest taki delikatny, nie przytłacza i dzięki temu ja mam większą przyjemnosć z czytania.

    Na pewno jeszcze do Ciebie zajrzę jak już będę miała dłuższą chwilę.

    Zapraszam do siebie i pozdrawiam :)
    http://somethingdiffernet-imagine.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam wszystkie rozdziały w jakieś dwa dni, cóż powiem Ci że postać Blanki niesamowicie mnie irytuje. Może to dlatego, że nie przepadam za takimi charakterami? Unikam w życiu takich osób, są trudne i bardzo ciężko im dogodzić. Nie lubię w niej tego odsunięcia się od Syriusza, co on jej takiego zrobił? Jest miły, czasem zadziorny, ale to huncwot! :)
    Pewnie jeszcze wszystko obróci się o 180 stopni jak znam życie i się zmieni.
    Postać Dorcas Meadowes mnie zdziwiła, być może w końcu znalazła się nareszcie doinformowana osoba o tym że Syriusz był jej mężem (choć wiem o tym z hp wiki, nie jestem pewna czy to nie wytwór wyobraźni jakiegoś fana, który postanowił urozmaicić historię Syriusza Blacka). Blanka według mnie jest zbyt niedostępna i dumna, natomiast brakuje mi Jamesa i Remusa, nie lubię Johna (wolę Syriusza haha) i to chyba wszystko. O! Jeszcze sprawa z Ministerstwem i Blanką, czy było gdzieś wyjaśnione co ona tam robi, po co, jaki w tym jest cel? Bo albo przeoczyłam, lub przeczytałam i zapomniałam.
    Pozdrawiam,
    Rogalik

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze zapomniałam o moim standardowym pytaniu na każdym blogu! Kiedy przewidujesz kolejny rozdział? :)
    (musiałam wybacz)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście bardzo lubię takie osoby, ale z daleka :D Fajnie jest porozmawiać z kimś tak trudnym od czasu do czasu, ale obcować z nim na co dzień? Można współczuć Gryfonom, że dopakowałam im taką Blankę ;)
      Szczerze powiedziawszy, myślę, że to jakiś fan pobujał w obłokach albo naczytał się za dużo ff i w to uwierzył. Zaglądałam mnóstwo razy na wiki Syriusza i nigdy nie widziałam takiej informacji (zresztą wszystkie info, które nie zostały zawarte w kanonie uważam za drugorzędne), to pewnie jakaś świeża sprawa. Cóż, ja po prostu chciałam trochę inaczej ująć postać Dorcas niż w większości opowiadań i zaczęłam od zaaranżowanego przez rodziców małżeństwa. Mam nadzieję, ż uda mi się dotrzeć do tego momentu, kiedy będę w pełni mogła rozwinąć jej sylwetkę.
      Sprawa z MM jest cały czas niewyjaśniona. Liczyłam na to, że będziecie strzelać o co chodzi, ale słabo to na razie idzie :p Niedługo wątek się wyjaśni, więc jakieś pomysły? ;>
      Ciężko mi odpowiedzieć na to ostatnie pytanie, naprawdę. Szykuje mi się bardzo ciężki miesiąc, mam mnóstwo zaległości do nadrobienia i nie potrafię przewidzieć, kiedy coś wrzucę. Choć tak na dobrą sprawę, nie powinno mi to zająć za dużo czasu - większość kolejnego rozdziału już od dawna jest napisana i czeka na swoją kolej. Mam nadzieję móc przysiąść do tego jak najszybciej.
      Dzięki za zainteresowanie i opinię,
      pozdrawiam ciepło! ;)

      Usuń
    2. Powiem Ci że super wcisnęłaś postać Dorcas, naprawdę mi się to spodobało. Wszyscy gdzieś ją zamieszczają na roczniku z huncwotami, a nawet rok młodszą, a ty zrobiłaś to pierwszorzędnie :)
      Jestem ciekawa jak ją zinterpretujesz, jaką intrygę z nią zastosujesz, normalnie ciekawość zżera :)
      Cóż sprawa z Ministerstwem to podejrzewam, że oni wiedzą coś o korzeniach Blanki i dlatego ją szkolą? By bronić/walczyć w Hogwarcie przeciwko Voldemortowi? Nie mam naprawdę bladego pojęcia, więc czekam aż sprawa się wyjaśni. Muszę przyznać, że niesamowicie spodobał mi się wątek z wiedźmą-Blanką, gratuluję oryginalności bo nikt by nie wpadł na taki pomysł :D
      Co do rozdziału, życzę Ci dużo weny i cierpliwości i oczywiście czasu, bo czas jest najważniejszy :)
      Pozdrawiam kochana!

      Usuń
  8. Z tęsknoty za nowym rozdziałem postanowiłam sobie przeczytać jeszcze raz każdy rozdział. Zastanawiając się bardzo długo nad postacią Blanki, to rzeczywiście może być wiedźmą! Haha, idealnie udało Ci się przedstawić postać wrednej jędzy. Dosłownie, ja jakbym była taka twarda jak kamień to by emocje uszami mi wylatywały... Natomiast Syriusz i moje uczucia do tego bohatera normalnie brak słów. Gdybym miała takiego kogoś w życiu to przywiązałabym mu się do nogi (nie żartuję :D). Dorcas też super, jestem ciekawa co ona robi w Hogwarcie... Podejrzewam, że może stara się o jakieś stanowisko tam? Nie wiem i nie chcę chyba wiedzieć, ty wyjaśnisz pewnie.
    Ogółem bardzo mi się podoba i nie ma się do czego przyczepić :)
    A tu moment mojego załamania psychicznego - książkowego:
    Proszę napisz ten rozdział, a będę Ci stopy całować :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, jak miło widzieć takie komentarze! Jeśli są tu jeszcze jacyś anonimowi czytelnicy, apel do nich - ujawniajcie się śmiało, to naprawdę podbudowuje, gdy widać, że ktoś tu jeszcze zagląda i czeka na ciąg dalszy ;)
      Wydaje mi się, że ostatnio trochę Was zraziłam do Blanki, mam nadzieję, że mimo wszystko jeszcze trochę ją lubicie :D Cieszę się, że podoba Ci się Syriusz i zainteresowała Cię Dorcas, mam nadzieję, że nie zawiodę w dalszym rozwijaniu tych postaci.
      Póki co jestem strasznie zalatana, ale mam nadzieję, że w miarę szybko uda mi się dokończyć 23kę ;)

      Usuń
  9. Rozdział miał się pojawić na dniach, a już 9 dni minęło! Proszę wstaw go w końcu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Wypadł mi nieoczekiwany wyjazd. Myślę, że w środę albo czwartek będę miała w końcu możliwość go dodać. ;)

      Megalomanka

      Usuń
    2. Aaaaaa, przepraszam, ale zwyczajnie nie mam od dłuższego czasu dostępu do swojego komputera. -.-
      M. (jak Menda)

      Usuń
  10. Ty mały skurczybyku! :|
    (zawsze pragnęłam użyć tego zwrotu)
    Wstawiaj mi ten rozdział, bo inaczej pomęczę Cię Cruciatusem :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Megalomanko!
    Powracam, jeżeli jeszcze mnie pamiętasz, ale nie jako czytelnik :D Widzisz, zostałam oceniającą na WSie i przychodzę do Ciebie z pytaniem, czy nie miałabyś nic przeciwko, gdybym ukradła Twojego bloga z kolejki Hope i sama go oceniła :) Zakładkę o tym, jak oceniam, znajdziesz na stronie głównej. Widzisz, czytałam Twój blog bardzo dawno temu (dokładnie, ładnych parę lat temu, jeszcze na przełomie Onetu/Blogger, gdy rozdziałów było około 11) i nie pamiętam, co się faktycznie działo, więc ocena byłaby na pewno obiektywna (i nie po znajomości!), ale wszystko zależy od Ciebie :)
    Pozdrawiam i liczę na odpowiedź (czy to tutaj czy na Fuzji), Niah.
    Wspólnymi Siłami

    OdpowiedzUsuń
  12. Na Fuzji odpiszę jak wytrzeźwieję i dorwę się do swojego koputera, na którym mam zapisane hasła (których w sumie nie pamiętam na obcym sprzecie). A póki co, to chętnie zostanę ukradziona. Jeśli mnie na miejscu nei wyrzucisz z kolejki za zbyt długie opóźnienia z nowym rozdziałem. :D
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nah, nie wyrzucę Cię, nie bój noc :) Jeżeli dalej prosisz o ocenę i masz zwyczajne obsuwy w publikacji, nie kwalifikujesz się do odmowy :D
      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń

Dziękując za uwagę i poświęcony czas, nieśmiało pragnę dodać, że będę bardzo wdzięczna za każdą szczerą opinię czy choćby znak zainteresowania pozostawiony na blogu ;)
Layout by Yassmine